Jak to jest być mężem Kosmetyczki i terapeutki Medycyny Chińskiej w jednym?


Poznałem kosmetyczkę. Po latach okazało się, że mam w domu terapeutkę

Kiedy się poznaliśmy, była dyplomowaną kosmetyczką.
I na tym właściwie kończyła się moja wiedza o jej zawodowym świecie.
Wiedziałem, że zajmuje się urodą, pielęgnacją, zabiegami. Widać było pasję i miłość do zawodu.
Prosta sprawa.
Nie wiedziałem wtedy, że kilka lat później moje życie będzie wyglądało
trochę inaczej.
Parę lat temu moja żona została terapeutką medycyny chińskiej i
energetycznej.
I wtedy zaczęła się zupełnie nowa historia dla naszej rodziny
Kiedy ją poznałem, nie zastanawiałem się nad tym, czym jeszcze może się
zajmować.
Po prostu była kobietą, która uwielbiała kontakt z klientami, lubiła swoją pracę .
Z czasem jednak zacząłem zauważać, że jej zainteresowania wykraczają
daleko poza kosmetykę. Myślę ,że to z powodu naszej rodzinnej historii związanej ze zdrowiem, zaczęła szukać alternatyw i uzupełnienia dla wsparcia naszej rodziny.
Coraz więcej mówiła o człowieku jako całości.
O tym, jak funkcjonuje ciało.
O emocjach.
O samopoczuciu.
O tym, że czasami problem, który widzimy na zewnątrz, ma swoje źródło
zupełnie gdzie indziej.
Słuchałem.
Czasami z zainteresowaniem.
Czasami z lekkim uśmiechem.
Bo przecież człowiek nie od razu musi rozumieć wszystko, czym zajmuje się
jego żona.
Aż nagle pojawiły się na naszej drodze zioła, akupunktura, medycyna chińska…
Nastąpiła zmiana.
Moja żona rozpoczęła naukę w 4 letniej szkole Medycyny Chińskiej pod patronatem dr Błaszczyka.
I nagle okazało się, że mam w domu nie tylko kosmetyczkę, ale również
osobę, która potrafi spojrzeć na mnie i zainteresować się tym, jak naprawdę
się czuję.
Nie tylko:
„Jak wyglądasz?”
Ale:
„Jak się masz?”
I to jest ogromna różnica.
Bo kosmetyczka dba o to, co widać.
Terapeutka zaczyna interesować się tym, czego nie widać.
A ja znalazłem się dokładnie pomiędzy jednym a drugim.
Najzabawniejsze jest to…
Że czasami chciałbym po prostu być zwykłym facetem.
Wstać rano, wypić kawę i powiedzieć:
— Wszystko jest OK.
Ale moja żona zna mnie już zbyt dobrze.
Więc czasami wystarczy, że na mnie spojrzy.
I pada:
— Coś jesteś dzisiaj nie taki.
A ja:
— Jaki?
— No właśnie… taki.
I człowiek już wie, że nie ma sensu udawać. Ona widzi więcej…

Jestem dumny z tej jej drogi.
Bo widziałem, jak z kosmetyczki, którą poznałem lata temu, stawała się
terapeutką, która dziś patrzy na człowieka zupełnie inaczej.

Widziałem lata nauki, godziny i weekendy pomiędzy dniami w pracy gdy czasem resztką sił jechała na zajęcia. Gdy wracała, po całym dniu otwierała książki i ważyła zioła dla klientów.

Był też czas covidu , gdzie nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. To wtedy widziałem radość w jej oczach gdy ludzie dziękowali jej za porady zielarskie i wsparcie.

Dziś wiem jedno
Dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nie tylko patrzy na Ciebie, ale naprawdę
Cię widzi.
A jeśli przy okazji czasami usłyszę:
— „Masz coś z energią…”
…to cóż.
Przecież wiedziałem, na co się piszę.

Muszę przyznać, że czasami trudno mi za nią nadążyć.
Moja żona ma niesamowitą ciekawość świata. Kiedy już coś ją zainteresuje,
nie zatrzymuje się na powierzchni. Czyta, uczy się, poznaje nowe rzeczy,
szuka odpowiedzi.
A ja czasami tylko patrzę i myślę:
„Kiedy ona znajduje na to wszystko czas?”
Bo kiedy wydaje mi się, że już trochę rozumiem, nagle pojawia się kolejny
temat, kolejne pojęcie, kolejna rzecz, o której wcześniej nawet nie słyszałem.
I trzeba przyznać — trudno jej dorównać.
Ale staram się.
Coraz bardziej mnie to interesuje
Co ciekawe, z czasem medycyna chińska i praca z energią zaczęły
interesować również mnie.
Nie dlatego, że nagle zostałem ekspertem.
Wręcz przeciwnie.
Im więcej słucham mojej żony, tym bardziej widzę, jak wiele jeszcze nie
wiem.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze.
Medycyna chińska ma zupełnie inne spojrzenie na człowieka niż to, do
którego większość z nas przywykła.
Zaczynasz patrzeć na organizm jako na pewną całość.
Na zależności między tym, jak funkcjonuje ciało, jak się czujemy, jak żyjemy i
jak reagujemy na codzienność.
A kiedy dochodzi do tego podejście energetyczne, pojawia się jeszcze
szersza perspektywa.
Można się z tym zgadzać, można mieć pytania, można być sceptycznym —
ale trudno odmówić temu jednego: jest to naprawdę fascynujący świat.
Ja jestem jeszcze uczniem, ona już nauczycielem
I chyba tak najlepiej można opisać nasze role.
Ona — ciągle się uczy.
Ja — próbuję za nią nadążyć.

Obecnie pracujemy razem w naszym Gabienecie Terapii Naturalnych. Wspieram w bólu, po kontuzjach, doradzam holistycznie, zawsze zaznaczając iż leczyć należy się u lekarzy. Pracuję z urządzeniem które generuje mikroprądy. Łączymy obszary Medycyny Chińskiej i Mikroprądy które nas fascynują za szybkość i prostotę działania. Fizyka która nadal wielu jeszcze zadziwia…
Czasami słucham jej z pełnym zrozumieniem.
Czasami robię minę człowieka, który właśnie usłyszał coś po chińsku.
A czasami mówię:
— Dobra, wytłumacz mi to jeszcze raz, ale tak po męsku.
I wtedy zaczyna się najlepsza część.
Bo zamiast tylko słuchać, zaczynam zadawać pytania.
A z pytań rodzi się zainteresowanie.
I chyba właśnie o to chodzi
Nie muszę wiedzieć wszystkiego, co wie moja żona.
Nie muszę być terapeutą takim jak ona.
Nie muszę znać wszystkich pojęć i zasad, chociaż już myślę po chińsku.
Ale mogę być ciekawy.
Mogę słuchać.
Mogę próbować zrozumieć nasz nowy świat.
I może właśnie dlatego, że jesteśmy różni, tak dobrze się uzupełniamy.
Ona pokazuje mi świat, którego wcześniej nie znałem.
Ja próbuję za nią nadążyć i ją wsperać.

Często służę pomysłem, nowym spojrzeniem na nasz rozwój .

Wtedy ona krzyczy ,że znowu coś wymyślam, remontuję , zmieniam…
Ale po drodze uczymy się, również siebie.
I choć nadal trudno mi za nią nadążyć …
to idę obok z zaufaniem i miłością …

Razem od 21 lat

Razem pracujemy od 19 lat

Ten Artykuł to spontan …bo w tym tygodniu moja żona nie dała rady napisać tu dla Was ..

więc jestem…